Sei sulla pagina 1di 7

EUROPA ORIENTALIS 33 (2014)

NOVE POESIE DI BOLESŁAW LEŚMIAN

Anton Maria Raffo

Nato a Varsavia, Bolesław Leśmian (1878-1937) trascorse l’infanzia e gli


anni giovanili a Kiev, dove compì gli studi: così le sue prime poesie sono in
russo. Rientrò nella Polonia etnica ai primi del XX secolo. Un po’ più diffu-
sa notizia, in italiano, su Leśmian e sulla sua opera si trova in Carlo Verdia-
ni, Poeti polacchi contemporanei, Milano, Silva editore, 1961 (ivi anche una
quindicina di poesie tradotte: pp. 27-39).
Le poesie qui tradotte:
Cronache lunari (Лунный лeтописец, “Il cronista lunare”, prima pubbli-
cazione in “Вeсы”, 1907, nr. 10).
A sera (Wieczorem, da Sad rozstajny, “Il pomario sul bivio”, 1912; altra
versione italiana già di Verdiani, in Poeti polacchi contemporanei, cit., p. 28).
Gdy bym spotkał... (***, prima pubblicazione in “Bluszcz”, 1912, nr. 20,
col titolo Żal, “Rimpianto”).
Cavallo (Kоń, da “Łąka”, 1920).
Nel cespuglio di lamponi (W malinowym chruśniaku, ivi, 1920).
Zmienionaż... (***, ivi).
Il ciabattino (Szewczyk, ivi).
Un segreto (Tajemnica, prima pubblicazione in “Tydzień Polski”, 1922,
nr. 16).
Felicità (Szczęście, prima pubblicazione in “Gazeta Polska” , 1937, nr. 1;
altra versione italiana già in Verdiani, cit., p. 38).
I testi originali sono presi da B. Leśmian, Poezje zebrane, red. A. Mady-
da, Toruń, Argo, 1995.
Come tradurre la poesia? Io direi di tradurre solo quella che ci piace, i.e.
quella che abbiamo capito: quella di cui avvertiamo un alito, che noi sappia-
mo in qualche modo riprodurre. A me, le mie rese piacciono. Mi piacciono
le mie rime (la rima è necessaria a rendere rima; e anche le sdrucciole, si ba-
di, funzionano bene come rima: vedi qui Il ciabattino e Felicità).
376 Anton Maria Raffo

Лунный летописец Cronache lunari


Столетний, одинокий, Lassù lui, centenario,
Свои он пишет строки Se ne sta solitario,
В тумане, где луна E scrive sue pagine
Полувидна. Nella caligine,
Он пишет о победах, Dove di bruma
О прадедах и дедах, Si vela la luna.
О лунном зле-добре La storia scrive
И серебре. Degli avi e nostra,
О призраках и чарах, Vicende vive,
И о влюбленных парах: Dolci ed amare,
Зачем сошлись в саду, Di questa giostra
В каком году... Tutta lunare.
О маях и апрелях, Delle fantasime,
О лютнях и свирелях, Degli incantesimi,
О вздохах на луне Di innamorati
И обо мне. Stretti abbracciati,
Che baci si danno,
А я, бессонной ночью,
In che notte, in che anno…
Следя его воочью,
Горя ночным огнем, Gli aprili, i maggi,
Пишу о нем. Certe serate,
I lievi arpeggi,
Le serenate,
La mia fortuna
Al chiar di luna.
E io qui, insonne,
Su in alto scruto
Lo spazio muto
Dei cieli bui,
Guardo e anch’io scrivo,
Scrivo di lui.

Wieczorem A sera
Mrok się gęstwi po sadzie, ziemny powiał chłód, Più fitto il buio, e il freddo che sale da terra,
Zda się, iż dal zbłąkana podchodzi do wrót... Una sperduta distanza par farsi qui accanto...
Wiatr się zsunął ze strzechy na gałęzie drzew – Calando dal tetto il vento sui rami si asserra,
Czy on we mnie tak śpiewa? Widzę poprzez E ora mi canta dentro: intravedo nel canto
śpiew, La luna che s’è levata!
Jak księżyc wschodzi nad borem!
Nove poesie di Bolesław Leśmian 377

W podwórzu, dokąd zajrzał spoza ciemnych Rischiara la corte, e il pozzo e lì il carro


brzóz, lasciato:
Rozwidniła się studnia i samotny wóz, Sbucato dal bosco, uno spettro, persa la strada,
Między szprychy znienacka oświetlonych kół Lo vedi che in mezzo alle ruote s’è accovacciato,
Duch, drogi nie znający, na nocleg się wsnuł E dorme, annicchiato lì sotto, e nessuno gli bada,
Wieczorem, późnym wieczorem. In questa sera avanzata.

Poprzez szyby moich okien, zapatrzonych w staw, Alle finestre il chiarore si fa illividito,
Blask upada i tli się wśród wilgotnych traw. Ma sullo stagno e sull’erba bagnata si esalta;
W dłoni mojej zerwany doumiera wrzos. Il brugo che stringo in mano è ormai appassito.
Jakże dziwno wymówić własne imię w głos Fa effetto pronunciare un nome a voce alta
Wieczorem, późnym wieczorem!... In questa sera avanzata!...

Cień mój, co we dnie kładł się na złocisty łan, L’ombra mia che oggi lunga s’indorava nel campo
Nocą pragnie zapełnić pustkę moich ścian. Ora ch’è notte empie il vuoto di queste pareti.
Do szyb, znikąd zjawione, lgną puszyste ćmy – Ai vetri pelose falene in cerca di scampo;
Staw posrebrniał i widzi inaczej niż my, E s’è inargentato lo stagno in mezzo ai canneti,
Jak księżyc wschodzi nad borem... Vedendo la luna levata…

*** (Gdybym spotkał...) ***

Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz, Se ti incontrassi un’altra prima volta,
Ale w innym sadzie, w innym lesie – Ma se altro fosse il bosco,
Może by inaczej zaszumiał nam las, Altri fossero gli alberi a stormire,
Wydłużony mgłami na bezkresie... Da quelli che conosco…
Może innych kwiatów wśród zieleni bruzd Forse altrimenti le mani tremanti
Jęłyby się dłonie, dreszczem czynne – Cercherebber viole,
Może by upadły z niedomyślnych ust E udresti dalla bocca mia inesperta
Jakieś inne słowa – jakieś inne... Forse altre parole…
Może by i słońce zniewoliło nas Altro il rossore che avrebbe il tuo viso
Do spłonięcia duchem w róż kaskadzie, Fra rose rosse immerso,
Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz, Se ti incontrassi un’altra prima volta,
Ale w innym lesie, w innym sadzie... Ma in un bosco diverso...

Koń Cavallo
Koniu krzywy, koniu siwy, Cavallo, vecchio cavallo pezzato,
Ozdobiony łachem grzywy, D’uno straccio di criniera agghindato:
Kocham zawiew zmydlonych twym potem Dei finimenti tuoi sudati amo l’odore,
rzemieni E del fumante alito tuo l’erboso afrore.
I oddech, juchą parnej dymiący zieleni.
378 Anton Maria Raffo

Łeb kościaty, ale krewki, Fa’ come se tu fossi nella stalla,


Z wargą miękką jak pierś dziewki, Poggiami la tua testa sulla spalla:
Przewieś mi poprzez ramię w rzewną La testa dura come incudine di fabbro,
bezrobotę, Come seno di fanciulla morbido il labbro.
Bym twarzą prężnej szyi wyczuwał ciągotę.
Koniu smutny aż do śmierci Cavallo tanto triste e sconsolato,
Z białą pręgą lejc na sierści, Dai guidaleschi per tutto segnato,
Zaprzyjaźnij się ze mną, jak to czynisz z wołem, Orsù, fatti amico con me come col bue,
Wejdź do mej chałupy, siądź razem za stołem. Entra nella capanna mia e saremo in due.

Dam ci wody z mego dzbana, Ti verserò l’acqua del mio boccale,


Dam ci cukru, dam ci siana, Ti darò fieno, e zucchero e sale,
Dam bryłę szczerej soli, gleń świeżego chleba Ti darò pane fragrante di grano biondo,
I przez okno otwarte przychylę ci nieba. Colla finestra aperta, che tu veda il mondo.

Nie sęp oczu brwi sitowiem, Non celar l’occhio dietro il ciglio scuro,
Powiem tobie, wszystko powiem! A te tutto dirò, siine sicuro!
A gdy noc już nastanie, pozamykam dźwierze Io accosterò la porta al calar della sera,
I wspólnie odmówimy wieczorne pacierze. E noi diremo insieme la nostra preghiera.

W malinowym chruśniaku Nel cespuglio di lamponi


W malinowym chruśniaku, przed ciekawych Con le teste nel cespuglio addentrate,
wzrokiem Li cercavamo, avanzando carponi,
Zapodziani po głowy, przez długie godziny E c’erano, maturi, quei lamponi,
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny. E le tue dita tutte insanguinate.
Palce miałas na oślep skrwawione ich sokiem.
Fra ragnatele, pendule, cenciose,
Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty, Collerico ronzava un calabrone;
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory, Qualche foglia malata del lampone
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory Scaldava al sole bolle rugginose.
I szedł tyłem na grzbiecie jakis żuk kosmaty.
Tu coglievi i lamponi, e bisbigliavi,
Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała, E anch’io, ma poi entrambi tacevamo
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich Quando me ne porgevi con la mano
woni, E tra le labbra me li consegnavi.
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Furon così i lamponi galeotti:
Owoce, przepojone wonią twego ciała.
E a rinnovar la prima tenerezza –
I stały się maliny narzędziem pieszczoty Uno, un secondo, poi ancora altra dolcezza –
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym Ci ritrovammo ben presto condotti.
niebie
Non so infatti come avvenne quel giorno,
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie
Che col labbro sfiorasti la mia fronte:
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.
Io afferrai le tue mani, che eran pronte,
I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu, E il cespuglio durava a noi d’intorno.
Nove poesie di Bolesław Leśmian 379

Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła;


Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu,
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.

*** Zmienionaż... ***


Zmienionaż po rozłące? O, nie, nie zmieniona! Cambiata dal distacco? Oh no, non sei cambiata!
Lecz jakiś kwiat z twych włosów zbiegł do Ma dai capelli un fiore ti cadde a pie’ l’altare:
stóp ołtarzy, L’assenza del caduto non può averti alterata,
A choć brak tego zbiega nie skalał twej twarzy, E il mio cuore in segreto vuol col tuo palpitare.
Serce me w tajemnicy przed twym sercem kona...
L’anima tua la senti spirito eterno immerso
Dusza twoja śmie marzyć, że w gwiezdne Nei vortici stellari, fatto per durar tanto.
zamiecie Ma il corpo? Chi ci pensa in tutto l’universo,
Wdumana, będzie trwała raz jeszcze i Oltre a me che lo venero, e lo tengo per santo?
jeszcze –
Lecz ciało? Któż pomyśli o nim we Ché quando tu sussurri, e lieve ti dimeni,
wszechświecie E brucia quel sussurro, quasi da farmi male,
Prócz mnie, co tak w nie wierzę i kocham, i Io, con le labbra mute, al fonte dei tuoi seni,
pieszczę?
Prego perché il tuo corpo resti sempre
I gdy ty, szepcząc słowa, w ust zrodzone znoju, immortale.
Dajesz pieszczotom ujście w tym szepcie,
co pała,
Ja, zamilkły wargami u piersi twych zdroju,
Modlę się o twojego nieśmiertelność ciała.

Szewczyk Il ciabattino
W mgłach daleczeje sierp księżyca, Falce di luna in pallida caligine,
Zatkwiony ostrzem w czub komina, La punta inerpicata su un comignolo,
Latarnia się na palcach wspina Il lampione sta alto e solo sfrigola,
W mrok, gdzie już kończy się ulica. Laggiù dove la strada si fa tenebra.
Obłędny szewczyk – kuternoga Il ciaba, sì, quello sciancato misero,
Szyje, wpatrzony w zmór odmęty, Cuce, con gli occhi fisi a sue fantasime,
Buty na miarę stopy Boga, Scarpe a misura de’ piedi di Dio,
Co mu na imię - Nieobjęty! Sì, di Lui che diciam l’Inconcepibile!
Błogosławiony trud, Lavoro benedetto,
Z którego twórczej mocy Sotto il povero tetto:
Powstaje taki but Quella scarpa donata
Wśród takiej srebrnej nocy! Nella notte argentata!
Boże obłoków, Boże rosy, O Dio della rugiada e delle folgori,
Naści z mej dłoni dar obfity, Ecco dalla mia mano un dono utile,
380 Anton Maria Raffo

Abyś nie chadzał w niebie bosy Che Tu non vada scalzo sulle nuvole,
I stóp nie ranił o błękity! O non Ti faccia male con gli zoccoli!
Niech duchy, paląc gwiazd pochodnie, E tra loro lo dican pure gli angeli
Powiedzą kiedyś w chmur powodzi, Quando a sera le stelle in cielo accendono:
Że tam, gdzie na świat szewc przychodzi, Sì, al mondo esiste un calzolaio abile,
Bóg przyobuty bywa godnie! Che fa le scarpe su misura a Dio!
Błogosławiony trud, Lavoro benedetto,
Z którego twórczej mocy Sotto il povero tetto:
Powstaje taki but Quella scarpa donata
Wśród takiej srebrnej nocy! Nella notte argentata!
Dałeś mi, Boże, kęs istnienia, Tu, o Dio, che un giorno mi facesti esistere,
Co mi na całą starczy drogę – E ancora fai ch’io possa quaggiù muovermi,
Przebacz, że wpośród nędzy cienia Perdona se nella mia vita umile
Nic ci, prócz butów, dać nie mogę. Oltre alla scarpa altro io non sappia porgerTi.
W szyciu nic nie ma oprócz szycia, Il mio lavoro è qui sopra la crepida,
Więc szyjmy, póki starczy siły! E allora avanti a maneggiar la lesina!
W życiu nic nie ma oprócz życia, Nella vita è la vita che fa vivere,
Więc żyjmy aż po kres mogiły! Dunque viviam, viviam fino alla lapide!
Błogosławiony trud, Lavoro benedetto,
Z którego twórczej mocy Sotto il povero tetto:
Powstaje taki but Quella scarpa donata
Wśród takiej srebrnej nocy! Nella notte argentata!

Tajemnica Il segreto
Nikt nas nie widział - chyba te ćmy, Nessun ci aveva visti, se non forse
Co puszyścieją w przelocie. Quei moscerini vorticanti in volo,
I tak nam słodko, że tylko - my E ci era dolce sapere noi solo
Wiemy o naszej pieszczocie. Le tenerezze poc’anzi trascorse.
Młodsza twa siostra, zrywając wrzos, Cogliendo il brugo, la tua sorellina
Śledziła szept nasz daleki... Aveva còlto anche il nostro bisbiglio:
I mówiąc z nami, ucisza głos – Con noi, parlando, ha una strana vocina,
A milknąc – spuszcza powieki. O, tacendo, pudico abbassa il ciglio.
I po ogrodzie mknie wzdłuż i wszerz, Ora in giardino si aggira qua e là,
Zaprzepaszczona w swym śpiewie! Tra le aiole canticchia sommessa,
I tak nam słodko, że ona też E a noi è dolce sapere che anch’essa
Wie o tym, o czym nikt nie wie... Sappia quello che nessun altro sa…
Nove poesie di Bolesław Leśmian 381

Szczęście Felicità
Coś srebrnego dzieje się w chmur dali. Un che d’argenteo lassù tra le nuvole.
Wicher do drzwi puka, jakby przyniósł list. Bussa alla porta il tuono. Avrà una lettera?
Myśmy długo na siebie czekali. Ed eravamo stati lì aspettandoci.
Jaki ruch w niebiosach! Słyszysz burzy świst? Che sommuoversi in cielo! Senti il turbine?
Ty masz duszę gwiezdną i rozrzutną. L’anima tua è stellare e tanto prodiga.
Czy pamiętasz pośpiech pomieszanych tchnień? Ricordi quei sospiri? E quanta ansima!
Szczęście przyszło. Czemuż nam tak smutno, Felicità. E perché esser malinconici
Że przed jego blaskiem uchodzimy w cień?... Se a quel fulgore l’ombra farà seguito?
Czemuż ono w mroku szuka treści Perché cercare ancora nella tenebra,
I rozgrzesza nicość, i zatraca kres? Ed assolvere il nulla oltre il suo limite?
Jego bezmiar wszystko w sobie zmieści Fummo felici, e ora cercare è inutile,
Oprócz mego lęku, oprócz twoich łez... Oltre al tremore mio, e alle tue lacrime…